Leżałem sobie czekając na sen, gdy nagle zobaczyłem mozaikę kolorów. Normalnie, gdy ma się zamknięte oczy, widać co najwyżej jakieś ciemne, bliżej nieokreślone kształty. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Po chwili znalazłem się w centrum zatłoczonego miasta. Realizm otoczenia był conajmniej zaskakujący - budynki, ludzie przechodzący obok. Pomyślałem sobie, że to musi być ten świadomy sen, o którym niedawno czytałem. Postanowiłem skupić się i utrzymać ten stan jak najdłużej. Skoro już byłem w centrum miasta, to zamiast chodzić pieszo postanowiłem pojechać tramwajem, który stał akurat na przystanku. Ale niestety mi uciekł :-) Może to i dobrze, bo na wprost zobaczyłem przyjaciół, którzy chyba mieli jakąś imprezę.
Potem jakaś siła dosłownie wyrwała mnie z tego miejsca. Poczułem że lecę w górę, w kierunku światła. Pomyślałem, że umarłem (a dokładnie, to ze spokojem stwierdziłem: "w końcu"). Ten "lot" powtórzył się dwa lub trzy razy... Na końcu poczułem, że jakaś "inteligentna istota" chce mi pokazać coś ważnego. Były to symbole, znaki, jakby pismo wymarłej cywilizacji (przynajmniej takie odniosłem wrażenie). Chciałem zapamiętać te znaki, ale było ich zbyt dużo, a poza tym obudziłem się... Więc zapamiętałem tylko jeden symbol.
Oto właśnie dlaczego się nie wysypiam :-) Co do momentu samego zasypiania, to mam wrażenie, że może zasnąłem we śnie (ok, wiem, że to trochę dziwnie brzmi), albo poprostu zapamiętałem moment samego zaśnięcia, o czym wspominałem niedawno. Przynajmniej pięć (dwóch nie opisałem :-P) dziwnych rzeczy w trakcie snu, to za dużo nawet jak dla mnie.
Proszę o komentarz
Piłeś ;-)
Nie :)